Przejdź do treści

Aktualności

Kawa zbożowa, minogi i sobota po wypłacie

Autor: Admin Data publikacji: 21 sierpnia 20254 min czytania
Kawa zbożowa, minogi i sobota po wypłacie

To właśnie od opowieści o jedzeniu – prostym, surowym, ale pełnym znaczeń – zaczęła się nasza wyjątkowa podróż w czasie podczas wykładu „Co jadano w dawnym Żyrardowie?”, który odbył się 11 lipca br. Wydarzenie stanowi pierwszy element naszego projektu „Między kuchnią fabrykanta a stołówką robotniczą: żyrardowska kuchnia w nowoczesnej odsłonie”, który Fundacja Instytut Imagistyki Społecznej (obecnie w trakcie zmiany nazwy na Fundacja Dobrego Rzemiosła) realizuje dzięki wsparciu Miasta Żyrardowa.

 

Wokół wielokulturowego stołu


Wykład poprowadziła niezrównana Barbara Rzeczycka – etnografka i badaczka Żyrardowa, która z czułością, humorem i znawstwem opowiedziała o codzienności mieszkańców dawnej osady fabrycznej. Jej opowieść nie była tylko „o jedzeniu”. To była historia miasta i jego pierwszych mieszkańców. A Żyrardów od początku był tyglem narodów – obok Polaków mieszkali tu Niemcy, Czesi, Żydzi, Rosjanie, Szwajcarzy, a nawet Szkoci i Włosi. Kultury przenikały się ze sobą – wspólnie pracowano, handlowano, a czasem także tworzono rodziny. Świat wszystkich kręcił się wokół fabryki lnu, a dźwięk fabrycznej świstawki wyznaczał jego rytm.

 

Co jadły rodziny robotnicze?


Kuchnia robotnicza była kuchnią skromną, ale zarazem sprytną i solidną. Królowały ziemniaki, kapusta, zacierki, żur. Mięso jadano tylko od święta. Często gotowano jedno danie na kilka dni – zupę jadano na obiad, ale też i na śniadanie.

– Bardzo ważną rolę odgrywały przydomowe ogródki – tu rosła lebioda, szczaw, cebula czy marchew. W drewnianych komórkach hodowano króliki i kury. A że mieszkania robotników były maleńkie, a kuchnie nie miały pieców, pieczywo kupowano w sobotę na targu, a ciasta pieczono… w piekarni. – mówiła Barbara Rzeczycka.

W sobotę szło się na plac targowy (dziś plac Jana Pawła II). Tu można było dostać wszystko, „czego dusza zapragnie” – od chałek po okowitę z lokalnej gorzelni. Później – na jednego (albo dwa), smażono kaszankę, odwiedzano sąsiadów. To był "świat po wypłacie". Podwórka, karczma, łąki pełne były rozmów, zabawy i muzyki. Jak pisał Hulka-Laskowski, cytowany podczas wykładu: „Wódka rozwiązywała języki i wspomnieniom o dawnych czasach nie było końca”.

 

A co jadł fabrykant?


Dla kontrastu – kuchnia fabrykancka wyglądała jak z innej, lepszej bajki. Rosół z kury, zupa cytrynowa, zrazy, sztuka mięsa, desery, owoce z Drezna, wina z Francji, Węgier. Posiłki podawano w pięknej porcelanie, a dania przyjeżdżały z kuchni windą z piwnicy prosto na stół w pałacyku Diettricha. Z zagranicy sprowadzano sery, brzoskwinie i ananasy w puszce. Jedzenie niosło ze sobą opowieść – o statusie, wyrafinowaniu.

Choć Barbara Rzeczycka zastrzegała, że „nie idealizuje fabrykantów”, to przyznała, że na tle Łodzi Żyrardów był wyjątkowy. Pracownicy i ich rodziny otrzymywali mieszkania, opiekę zdrowotną, dostęp do szpitala, szkoły. A w ochronce dla dzieci (zbudowanej przez Diettricha) maluchy na Wigilię dostawały prezent – kawałek strucli, pomarańczę, może materiał na sukienkę.

 

O minogach i życiu robotników


Ciekawość wzbudziła informacja o jadanym kiedyś w mieście, a dziś już zupełnie zapomnianym minogu.  Pomysłodawczyni i realizatorka całego projektu – Beata Kwiatkowska sięgnęła po fragment książki Pawła Hulki-Laskowskiego, w którym o dawnym Żyrardowie pisano tak:

„Wieś Polska była głodna zawsze, a po uwłaszczeniu chłopów stała się jeszcze głodniejsza. Chłop żywił się przeważnie kartoflami i kaszą, chleba nigdy nie było dość, a mięso widywali wieśniacy trzy, cztery razy do roku – i to w dawkach homeopatycznych. (…) Dlatego ci, którzy przybyli do Żyrardowa, nie mogli się nachwalić rozkoszy nowego życia. (…) Na rynku w sobotę i niedzielę można było dostać wszystkiego, czego dusza zapragnie: chleb, bułki i chała tworzyły kopce. (…) Podczas wielkiego postu i adwentu sprzedawano na rynku minogi po 3 grosze sztuka lub para za 5.”


Spacer dopisał zakończenie – dzień po wykładzie, w sobotę 12 lipca, odbył się spacer „Życie na co dzień i od święta w dawnym Żyrardowie”. Barbara Rzeczycka oprowadziła uczestniczki i uczestników po miejscach, o których mówiła podczas wykładu – można było przenieść się w czasie i zobaczyć mijane na co dzień ulice zupełnie inaczej, jako sceny z codziennego życia robotników i fabrykantów.

 

Dlaczego to robimy?


Chcemy, żeby historia Żyrardowa była żywa. Żeby lokalne dziedzictwo kulinarne – zarówno to robotnicze, jak i fabrykanckie – mogło zainspirować nas dziś. Projekt „Między kuchnią fabrykanta a stołówką robotniczą” to nie tylko wykłady i spacery. To także konkurs kulinarny, współpraca z lokalnymi restauracjami, kawiarniami i cukierniami, a już niebawem – wirtualny szlak kulinarny na stronie rzemioslozyrardow.pl.

Masz przepis babci, mamy? Znasz historię ze starej kuchni? Odezwij się!
Stwórz z nami żyrardowski, turystyczny szlak kulinarny.

Dziękujemy uczestniczkom i uczestnikom wykładu i spaceru. Zapraszamy już dziś na kolejne. Obserwujcie nasza stronę i profil na Facebooku.
 


Wydarzenie odbyło się dzięki projektowi Fundacji Dobrego Rzemiosła. Zadanie publiczne finansowane przez Miasto Żyrardów

Nowa mapa

Interaktywna mapa. Użyj klawiszy strzałek do przesuwania mapy oraz przycisków powiększania do zmiany skali.